
W Kazimierzu Dolnym
bardzo fajnie było,
tyle niespodzianek
nam się przydarzyło.
Pierwsza klasa oraz druga,
sześciolatki, pięciolatki
i niektórzy po raz pierwszy,
bez ojczulka oraz matki.
Wszyscy dzielnie szli parami,
by na statek wejść koniecznie
i przepłynąć rejs nieznany
Wisłą wrócić znów bezpiecznie.
Później tuż przy Starym Rynku
obok kramów z pamiątkami
stara studnia i zabytki,
które widzieliśmy sami.
I w Muzeum Przyrodniczym
tam gdzie Zuzia bacznie stała
wtedy oznajmiła: że „orzeła”
pośród zwierząt rozpoznała.
Było fajnie jednym słowem
ale dalej trzeba jechać,
by zobaczyć w Nałęczowie
co tam na nas znowu czeka.
Poprzez Park brygada cała
obserwuje Panie wzrokiem
aby dotrzeć do palmiarni
maszeruje równym krokiem.
Tam gdzie niegdyś kuracjusze
w uzdrowisku przebywali,
Prus, Żeromski i Sienkiewicz
wielkie dzieła pisywali.
A w palmiarni zdrowa woda
trochę dziwnie smakowała,
więc w fontannę grosik wrzucę,
abym więcej szczęścia miała.
Już jedziemy po wycieczce
do domu swojego,
aby opowiedzieć więcej
mamie, tacie i kolegom.